Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka hiszpanskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka hiszpanskiego. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2020

Salir del armario

Andaluzja Hiszpania
Salir del armario.


Izolowanie wszystkich od wszystkich zamknęło nas w domach na czas pandemii, która potrwa nie wiadomo jak długo. W celu dywersyfikacji zajęć wykonujemy czynności, do których miesiącami, żeby nie powiedzieć latami nie mogliśmy się zabrać. Jedną z nich jest dokopanie się do dna szafowych szuflad czy innych dawno nie porządkowanych czeluści.
Proponuję w czasie odkrywania własnych zapomnianych spraw, przy okazji zgłębiania powyższych tajemnic, zapamiętać idiom - salir del armario, który dokładnie znaczy - wyjść z szafy - czyli ujawnić się. 

Dzisiaj taki coming out kojarzymy najczęściej z ujawnieniem orientacji seksualnej. Ale nie zawsze tak było. Szafa, historycznie kojarzyła się z chowaniem wszystkiego tego, co było tajemnicą. Albo zamiatano pod dywan, albo chowano w szafie to, co miało nie ujrzeć światła dziennego. Chowano listy miłosne,  przysłowiowe trupy, kochanków, za małe ciuchy, a później homoseksualizm. Otwarcie szafy oznaczało wyjawienie sekretów.
W Hiszpanii, w czasach generała Franco, homoseksualizm był zakazany, nie było wielu odważnych, którzy głośno obwieszczali wszem i wobec, że wolą w łóżku osobę tej samej płci. Woleli siedzieć w przysłowiowej szafie. Ujawnienie się i głośne mówienie kończyło się śmiercią – jak w przypadku Francisco Garcii Lorki, (o tej śmierci napiszę przy innej okazji). 

W stosunu do homoseksualizmu powiedzenie "salir del armario" rozpoczęło swoją światową karierę w 1869 roku, kiedy Karl - Henrich Ulrichs, niemiecki działacz na rzecz gejów, użył go po raz pierwszy.

Dzisiaj najczęściej kojarzy się z ogłoszeniem światu swoich preferencji homoseksualnych, ale występuje też w innym kontekście.

Salimos del armario - mówimy wtedy, kiedy zdradzamy jakąś wielką i długo skrywaną tajemnicę.


poniedziałek, 20 kwietnia 2020

El chocolate del loro

Andaluzja Hiszpania

El chocolate del loro


El chocolate del loro. Czekolada papugi? Mniej więcej o to chodzi w kontekście oszczędzania. Ludzie bardzo łatwo i szybko przyzwyczajają się do życia na wysokim poziomie. "Wysoki“jest oczywiście dla każdego inny. Zdarza się w życiu tak, że w wyniku różnych okoliczności bardziej lub mniej od nas zależnych nasze dochody maleją, a poczynione wcześniej oszczędności nie pozwalają zachować lekkości bytu i łatwości wydawania zarobionej kaski. Wtedy trzeba pomyśleć o oszczędzaniu i o obniżeniu poziomu wydatków. Na logikę tak należałoby postąpić. Ale... jakże trudno jest przyznać się przed sobą samym, a zwłaszcza przed innymi, że mamy gorszy czas. Więc czynimy pozorne oszczędności: zamiast ulubionej herbaty kupujemy jakiś badziew herbatopodobny, zamiast dobrej kawy też jakiś chłam, zamiast benzyny 98 octanowej tankujemy 95. Czynimy zupełnie pozorne oszczędności, które nie rozwiązują naszych problemów. Z powodu tego, że „zaoszczędzimy“ 50 złotych, nasz budżet się nadal nie dopnie.
Hiszpanie mają na to odpowiedni idiom.
U źródła powiedzenia leży dawny hiszpański zwyczaj trzymania w zamożnych domach papug. Klatka z ptakiem w domu świadczyła o wysokim stanie posiadania właścicieli. 
W sytuacji malejących przychodów rodziny starały się wyeliminować zbędne wydatki. Najsłynniejszym zredukowanym wydatkiem był koszt ulubionej przez papugę czekolady. Niczego innego właściciele nie byli w stanie sobie odpuścić, ani weekendowych popijawek, ani teatru, ani drogich strojów, powozów, wyjazdów. Papuzia czekolada nie uratowała rodziny od ruiny, ale działania, chociaż  pozorne, zostały w świadomości gospodarzy poczynione.  
Czasy coronavirusa zmuszają ludzi na całym świecie do weryfikacji wydatków  Może zmniejszymy trochę konsumpcję, może wystarczą dwie kiecki na sezon zamiast 10? Może będziemy umieli ograniczyć wydatki realnie, a nie oszczędzać na przysłowiowej „el chocolate del loro“.


fotka z zasobów internetu
prawa do tekstu zastrzeżone