Nie wiem dokąd sięga historia pierwszego ludzkiego oszustwa. Czy już w jaskiniach udawało nam się zrobić kogoś w trąbę, czy potrzebowaliśmy na to więcej czasu? Z pewnością oszustwo jest środowiskiem naturalnym człowieka. W Hiszpanii, do języka potocznego, przeszło niejedno oszustwo, ale z jednym rozprawię się w tym wpisie. W średniowieczu nie przelewało się standardowemu mieszkańcowi świata. Nie inaczej było w Hiszpanii, której mieszkańcom, lekko otumanieni niemal kazirodczymi związkami, królowie fundowali karuzelę z przeganianiem z południa na północ i ze wschodu ana zachód morysków i Żydów. Jeśli dołożymy do tych przemarszów te, związane z inkwizycją oraz podróżami za chlebem okazuje się, że potężna gromada ludzi przemierzała Półwysep Iberyjski. Wędrowcy musieli gdzieś jeść i spać. Był popyt na, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, usługi turystyczne, więc pojawiła się podaż. Coraz liczniej powstawały, ówczesne motele, zajazdy czy przydrożne bary, gdzie człowiek w drodze nabierał sił jedząc i popijając. Dochodzę do słowa klucza - jedząc. Gwiazdki Michelina za jedzonko na pewno nie spadłyby na karczmianych kucharzy. Pomimo, że lasy i pola pełne były zwierzyny, sprytni i nieuczciwi myśliwi sprzedawali karczmarzom oskórowane koty zamiast zajęcy. A że zwierzątka po obdarciu ze skóry może odróżnić tylko weterynarz wcinano kocinę zamiast zajęczyny. I tak to funkcjonowało przez lata często ze świadomością karczmarzy, że zwierzątko na talerzu to "prawie" zając. Prawie, jak wiemy, robi wielką różnicę. W trudnych czasach wojny domowej i po niej, gdy nie było za bogato, można przypuszczać, że powszechnie panowała dieta poniżej 1000 kalorii, proceder trwał w najlepsze. Koty i zające rozmnażają się hurtowo, a polowanie na kota wymagało znacznie mniej zachodu niż złapanie zająca. Koci myśliwy sprzedawał kota, brał kasę za zająca, nieświadomy konsument został nakarmiony kociną i wszyscy byli zadowoleni.
W języku potocznym ta historia trwa współcześnie, kiedy mówimy, że: "él me dio un gato por liebre" czyli on mnie oszukał.
Szczególnie w czasach pandemii, gdy czujemy się oszukani rządowymi przekazami mamy nieodparte wrażenie, że: los gobiernos nos dan un gato por liebre hablando sobre el coronavirus.
Fotka z netu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idiomy hiszpanskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idiomy hiszpanskie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 maja 2020
wtorek, 5 maja 2020
comer de gorra, historia powiedzen hiszpanskich, idiomy hiszpanskie, jesc na krzywy ryj, jesc za frajer, jezyk hiszpanski, kolokwialny jezyk hiszpanski, nauka hiszpanskich idiomow
W 1218 roku król Alfons IX założył Uniwersytet w Salamance – najstarszą hiszpańską uczelnię. Czasy były trudne dla adeptów nauki, studenci chodzili permanentnie głodni, kasy z domu wystarczało na niewiele, rodzice opłacali czesne pozostawiając na głowach synów dbałość o przeżycie. Historycznymi bohaterami są synowie ponieważ do 1910 roku dziewczyny nie miały szans na uniwersytecką edukację. Studencka brać była (i jest) bardzo koncepcyjna i w zgodzie z przysłowiem o tym, że potrzeba jest matką wynalazków, żacy znajdowali pomysły rozwiązywania licznych problemów na swojej drodze do zdobycia wiedzy. Do historii przeszły pełne pokłonów powitania na różnych imprezkach, które odbywały się w zamożnych salamanckich domach. Przy wejściu studenci, niekoniecznie zaproszeni, robili sztuczny tłok, ściągali czapki z głów i niemal zamiatali nimi podłogę, kłaniając się wszem i wobec, przyciągając do siebie uwagę gospodarzy, po to by ich kumple mogli przemknąć niezauważeni i zgarnąć ze stołu jakieś jadło. Czapka odgrywała znaczącą rolę w tej historii, jeść z czapki - to jeść za darmo, jeść na koszt innych.
Dzisiaj idiom w języku hiszpańskim ma się dobrze i jest w powszechnym użyciu.
Andaluzja Hiszpania
10:13
Comer de gorra.
W czasach pandemii zwrot "comer de gorra" ma szansę być używany znacznie częściej niż dotychczas. A co oznacza? Na krzywy ryj? Jeść z czapki? Zmierzmy się
z pochodzeniem idiomu.
W 1218 roku król Alfons IX założył Uniwersytet w Salamance – najstarszą hiszpańską uczelnię. Czasy były trudne dla adeptów nauki, studenci chodzili permanentnie głodni, kasy z domu wystarczało na niewiele, rodzice opłacali czesne pozostawiając na głowach synów dbałość o przeżycie. Historycznymi bohaterami są synowie ponieważ do 1910 roku dziewczyny nie miały szans na uniwersytecką edukację. Studencka brać była (i jest) bardzo koncepcyjna i w zgodzie z przysłowiem o tym, że potrzeba jest matką wynalazków, żacy znajdowali pomysły rozwiązywania licznych problemów na swojej drodze do zdobycia wiedzy. Do historii przeszły pełne pokłonów powitania na różnych imprezkach, które odbywały się w zamożnych salamanckich domach. Przy wejściu studenci, niekoniecznie zaproszeni, robili sztuczny tłok, ściągali czapki z głów i niemal zamiatali nimi podłogę, kłaniając się wszem i wobec, przyciągając do siebie uwagę gospodarzy, po to by ich kumple mogli przemknąć niezauważeni i zgarnąć ze stołu jakieś jadło. Czapka odgrywała znaczącą rolę w tej historii, jeść z czapki - to jeść za darmo, jeść na koszt innych.
Ale nie tylko objadanie bogatych było w zwyczaju żaków. W Salamance,
mieście bardzo bogatym, dbano też o najbiedniejszych. Włodarze organizowali stołówki dla ubogich, gdzie codziennie wydawano miskę
zupy i kawałek chleba. W tamtych czasach designerskie firmy jeszcze nie działały więc społeczeństwo przyodziane było w niemal jednakowe szatki. Trzeba było wyróżnić w jakiś sposób osoby, które mają prawo do darmowej strawy. I tak oto wymyślono specjalne czapki. Wydawał je magistrat po uprzednim sprawdzeniu stanu posiadania delikwenta, jeśli aplikujący przymierał głodem znaczyło to, że zasługuje na pomoc miasta i kwalifikuje się do codziennego darmowego posiłku. Czapki będące przepustką do otrzymania frajerskiej zupki żacy szyli samodzielnie, zapewniając sobie codzienny wikt na koszt podatników.
Dzisiaj idiom w języku hiszpańskim ma się dobrze i jest w powszechnym użyciu.
Ejemplo:
Hay una fiesta y tenemos invitaciones así que hoy bebemos y comemos de gorra.
(Jest imprezka i mamy zaproszenia więc pijemy dziś i jemy za darmo).
Fotka z netu
(Jest imprezka i mamy zaproszenia więc pijemy dziś i jemy za darmo).
Fotka z netu
niedziela, 26 kwietnia 2020
coming out, historie i historyjki, idiomy hiszpanskie, nauka hiszpanskiego, salir del armario
Andaluzja Hiszpania
05:58
Salir del armario.
Izolowanie wszystkich od wszystkich zamknęło nas w domach na czas
pandemii, która potrwa nie wiadomo jak długo. W celu dywersyfikacji zajęć
wykonujemy czynności, do których miesiącami, żeby nie powiedzieć latami nie
mogliśmy się zabrać. Jedną z nich jest dokopanie się do dna szafowych
szuflad czy innych dawno nie porządkowanych czeluści.
Proponuję w czasie odkrywania własnych zapomnianych spraw, przy
okazji zgłębiania powyższych tajemnic, zapamiętać idiom - salir del armario, który
dokładnie znaczy - wyjść z szafy - czyli ujawnić się.
Dzisiaj taki coming out kojarzymy najczęściej z ujawnieniem
orientacji seksualnej. Ale nie zawsze tak było. Szafa, historycznie kojarzyła
się z chowaniem wszystkiego tego, co było tajemnicą. Albo zamiatano pod dywan,
albo chowano w szafie to, co miało nie ujrzeć światła dziennego. Chowano listy miłosne, przysłowiowe trupy, kochanków, za małe ciuchy, a później homoseksualizm. Otwarcie
szafy oznaczało wyjawienie sekretów.
W Hiszpanii, w czasach generała Franco, homoseksualizm był
zakazany, nie było wielu odważnych, którzy głośno obwieszczali wszem i wobec,
że wolą w łóżku osobę tej samej płci. Woleli siedzieć w przysłowiowej
szafie. Ujawnienie się i głośne mówienie kończyło się śmiercią – jak w przypadku
Francisco Garcii Lorki, (o tej śmierci napiszę przy innej okazji).
W stosunu do homoseksualizmu powiedzenie "salir del
armario" rozpoczęło swoją światową karierę w 1869 roku, kiedy Karl -
Henrich Ulrichs, niemiecki działacz na rzecz gejów, użył go po raz pierwszy.
Dzisiaj najczęściej kojarzy się z ogłoszeniem światu swoich
preferencji homoseksualnych, ale występuje też w innym kontekście.
Salimos del armario - mówimy wtedy, kiedy zdradzamy jakąś wielką i
długo skrywaną tajemnicę.
poniedziałek, 20 kwietnia 2020
el chocolate del loro, historyjki i historie jezyka hiszpanskiego, idiomy hiszpanskie, nauka hiszpanskiego, zaciskanie pasa
El chocolate del loro
Andaluzja Hiszpania
11:49
El chocolate del loro
El chocolate del loro. Czekolada
papugi? Mniej więcej o to chodzi w kontekście oszczędzania. Ludzie
bardzo łatwo i szybko przyzwyczajają się do życia na wysokim poziomie.
"Wysoki“jest oczywiście dla każdego inny. Zdarza się w życiu tak, że w wyniku różnych okoliczności
bardziej lub mniej od nas zależnych nasze dochody maleją, a poczynione
wcześniej oszczędności nie pozwalają zachować lekkości bytu i łatwości wydawania zarobionej kaski. Wtedy trzeba pomyśleć o oszczędzaniu i o obniżeniu
poziomu wydatków. Na logikę tak należałoby postąpić. Ale... jakże trudno jest
przyznać się przed sobą samym, a zwłaszcza przed innymi, że mamy gorszy czas. Więc
czynimy pozorne oszczędności: zamiast ulubionej herbaty kupujemy jakiś badziew
herbatopodobny, zamiast dobrej kawy też jakiś chłam, zamiast benzyny 98
octanowej tankujemy 95. Czynimy zupełnie pozorne oszczędności, które nie
rozwiązują naszych problemów. Z powodu tego, że „zaoszczędzimy“ 50 złotych, nasz budżet się nadal nie dopnie.
Hiszpanie mają na to odpowiedni
idiom.
U źródła powiedzenia leży dawny hiszpański zwyczaj trzymania w zamożnych domach papug. Klatka z ptakiem w
domu świadczyła o wysokim stanie posiadania właścicieli.
W sytuacji malejących
przychodów rodziny starały się wyeliminować zbędne wydatki. Najsłynniejszym zredukowanym wydatkiem był koszt ulubionej przez papugę czekolady. Niczego
innego właściciele nie byli w stanie sobie odpuścić, ani weekendowych popijawek,
ani teatru, ani drogich strojów, powozów, wyjazdów. Papuzia czekolada nie uratowała rodziny od ruiny, ale działania, chociaż pozorne, zostały w świadomości gospodarzy
poczynione.
Czasy coronavirusa zmuszają ludzi na całym świecie do
weryfikacji wydatków Może zmniejszymy trochę konsumpcję, może wystarczą dwie
kiecki na sezon zamiast 10? Może będziemy umieli ograniczyć wydatki realnie, a nie oszczędzać na przysłowiowej „el chocolate del loro“.
fotka z zasobów internetu
prawa do tekstu zastrzeżone
Subskrybuj:
Posty (Atom)




